No i nadszedł dzień wyjazdu na wycieczkę. Od rana pytalismy Panią, co będziemy robić w tej stajence? Potem Pani rozmawiała z nami, jak mamy się zachowywać, żeby nikomu nie stała się krzywda (zobacz, o czym mówiła Pani ). Pamiętamy, żeby pilnować naszych Pań, które mogą się w tłumie zgubić . Najważniejsze, że czujemy się bezpiecznie i nikt nie płacze.
Przed wyjazdem zaśpiewaliśmy jeszcze piosenkę o baranku i zrobiło się całkiem wesoło. W czasie śpiewania wszystkie dzieci beczały jak prawdziwe baranki...beee, beeee. Ubieranie było nudne. Musieliśmy czekać cierpliwie aż pani Ale, Marysia i Agnieszka pozakładają wszystkim dzieciom (a było ich 20- liczyliśmy sami) sweterki, spodenki, buciki, czapeczki, szaliczki, rękawiczki, kurteczki....o rany! Po co mama tyle grubych rzeczy nam dała? W autobusie było fajnie. Potem ogladaliśmy ruchomą stajenkę w Bazylice i żywy żłóbek. |