|
Pani w przedszkolnej szatni pomaga Zuzi zalożyć wysokie, zimowe buciki. Szarpie się, meczy, naciąga...
- Nareszcie weszly!- odetchnęła. Po czym zauważa, że buty założone są "na opak". No to je ściaga i znów morduje się z ich założeniem, sapie... Kiedy je założyła odetchnęła zadowolona, a Zuzia mówi: - Ale to nie moje buciki.... Pani niebezpiecznie zwężyły się źrenice. Odczekała chwilkę licząc w myślach do dziesięciu i znowu ściąga z trudem buciki. Zuzia wyjaśnia: - Bo to są buciki mojego brata, ale mama kazała mi je nosić. Pani zacisnęła ręce mocno na szafce, odczekała aż ręce przestaną jej drżeć i znowu pomaga dziecku wciagnąć buty. - No dobrze - mówi wykończona kiedy włożyła i uporała się ze sznorówkami - a gdzie masz rękawiczki? - W bucikach.
|