|
"Dlaczego ministerstwo podejmuje inicjatywę, która podważa władzę rodzicielską?
Jakim prawem urzędnicy w zamian za rodziców decydują, kiedy nasze, a nie państwowe dzieci usłyszą pierwszy dzwonek, czy w ogóle go usłyszą?
Czy wkrótce prawa polskich rodziców będą takie, jakrodziców w Belgii, gdzie istnieją obowiązkowe przedszkola już dlatrzylatków i każdą nieobecność rodzic musi wytłumaczyć przedurzędnikiem magistratu, a złe wytłumaczenie grozi poważnymi sankcjami?
Takie i inne pytania coraz częściej padają z ust zagniewanych rodziców, którzy domagają się respektowania przez rząd i ministerswo ich praw rodzicielskich. Ostanie projekty i decyzje dotyczące obniżenia wieku szkolnego wywołały lawinę protestów wśród rodziców, którzy chcą sami decydować o tym, kiedy ich dziecko pójdzie do szkoły. W proteście skierowanym listem otwartym do Katarzyny Hall podpisało się już blisko 2000 osób. Rodzice domagają się rozpoczęcia publicznej debaty na temat obniżenia wieku szkolnego z udziałem przede wszystkim rodziców, którzy, jak twierdzą, poniosą największe koszty ewentualnych zmian.
"Naszym największym bogactwem są nasze dzieci" – powtarza większość rodziców. Skoro tak, to może najwyższy czas odebrać państwu decydującą rolę w procesie ich kształcenia. Co bowiem zrobiliby pełnoletni ludzie, gdyby nagle uchwalono ustawę zobowiązującą wszystkich dorosłych obywateli do czytania rządowych lektur zatwierdzanych, dajmy na to, przez Sejm? Dlaczego nie ma oporu wobec władzy, która narzuca lektury szkolne i cały system edukacji naszym największym skarbom, nie konsultując niczego z rodzicami? Mamy rzecznika praw ucznia, a nie mamy nawet rzecznika praw rodziców. Nikt się z nami nie liczy, mimo że są nas miliony.
Fragmenty zaczerpnięte ze strony
|