|
Przedświateczna gorączka rozpoczęła się. Na ulicach zabłysły lampioniki, półki sklepowe uginają się pod naporem ozdób świątecznych, zapakowanych prezentów, kolorowych dzwoneczków świecidełek i zabawek. Rodzice zatrzymują się przed stoiskami pełnymi zabawek i zastanawiają się nad tym, co kupić swojemu dziecku pod choinkę. Wartość zabawki nie zależy przecież od wystawionej ceny, ale od tego, co wnosi w życie dziecka. Zanim cokolwiek kupisz, zastanów się nad tym, jakie wartości wniesie ona w życie twojego dziecka? Czy zabawka ma być wypełniaczem Twojej nieobecności, czy może spełnieniem marzenia? Musisz jednak wiedzieć, że to ty (nie dziecko!) decyduje o wyborze zabawki. To ty wiesz najlepiej, czy pomoże ona, czy zaszkodzi twojemu maluchowi w rozwoju. Czym jest zabawka w życiu dziecka doskonale oddaje artykuł opublikowany w 2004 r. w Gazecie.pl Anny Rubinowicz-Gründler , który został napisany na podstawie książki "Ohne Spielzeug" wyd. przez Ingeborg Becker-Textor, Elke Schubert i Rainera Stricka pt.:"Przedszkole bez zabawek"
Niemieckie przedszkola wysyłają zabawki na wakacje, aby dzieci więcej rozmawiały i bawiły się ze sobą, nauczyły się walczyć z nudą. Dzięki temu jako dorośli nie popadną tak łatwo w nałogi - uważają inicjatorzy akcji "Przedszkole bez zabawek" Zimowy poranek, dziewiąta rano. W przedszkolnej sali półmrok, żaluzje opuszczone prawie do końca, na środku przy ognisku grzeje się grupka pięcio- i sześciolatków. Rebeka, Nele i Luis wpełzają do ustawionych wokół ognia trzech domków kempingowych i kładą się spać pod kocami. Przez dłuższą chwilę coś sobie opowiadają, planują następny dzień nad morzem.
W końcu Luis ma dosyć, wstaje i idzie do wychowawczyni. - Graetzi, podciągnij żaluzje, ale nie wszystkie naraz, tylko po kolei - prosi. I zaczyna robić poranną gimnastykę. A gdy w sali znów jest widno, woła: - Słońce wstało! - i idzie kąpać się w morzu i łowić muszle.
Kiedy po paru minutach pełzania po podłodze i przeciskania się pod stolikiem ("ciasna jaskinia podwodna") wraca do ogniska, opowiada dziewczynkom o rybach i morskich zwierzętach, które widział pod wodą. - Jak to, nurkowałeś? - dziwi się Rebeka. - Przecież jest za zimno!
- Mam strój do nurkowania - tłumaczy Luis. To przekonuje Rebekę. - To ja też idę nurkować, tylko muszę poszukać maski do oddychania.
I nikomu nie przeszkadza, że domki kempingowe są z kartonów, a ognisko z kamyków, gałązek i latarki. Przedszkolaki pogrążone są w zabawie po uszy, choć w przedszkolu nie ma ani jednej zabawki.
Barbie jak narkotyk? "Przedszkole bez zabawek" to pomysł dwojga pedagogów z niewielkiego Weilheim w Bawarii. 11 lat temu Elke Schubert i Rainer Strick zrealizowali go po raz pierwszy w przedszkolu w Penzbergu. Cel: zapobieganie uzależnieniom.
- Zapobieganie uzależnieniom u czterolatków?!
- Tak, zajmujemy się dziećmi, które nie mają jeszcze konkretnych problemów z nałogami, po to, aby ich nigdy nie zaznały - mówi Rainer Strick z urzędu ds. młodzieży i rodziny w Weilheim. - To nie jest walka z zagrożeniami, lecz wzmacnianie silnych stron psychiki dziecka, które uodparniają je na uzależnienia. Dzieci, które osiągną pewne życiowe umiejętności, takie jak zdolność do komunikowania się z otoczeniem, asertywność czy pewność siebie, są mniej zagrożone. I to nie tylko nałogami, ale i np. skłonnością do przemocy. Bo jeśli umiem rozmawiać z innymi ludźmi, to jestem w stanie powiedzieć komuś, że jestem na niego wściekły, zamiast od razu bić - mówi Strick.
- My doszłyśmy do "Przedszkola bez zabawek" inną drogą - opowiada Marianne Bruckardt, kierowniczka przedszkola we wschodnioberlińskiej dzielnicy Prenzlauer Berg. - Po zjednoczeniu Niemiec przeżyłyśmy istny zalew zabawek. Wszyscy musieli mieć Barbie, lego, auta, gry. Przez jakiś czas panowało szaleństwo wokół power rangersów. Nawet dwuletnie dziewczynki nie chciały innych zabawek! A jak się o nie kłóciły!
- Dzieci wcale ze sobą nie rozmawiały, nie miały pomysłów na wspólne zabawy. Bardzo nas to martwiło.
- opowiada przedszkolanka Sieglinde Graetz.
- Wpadłyśmy więc na pomysł, aby przyjść do przedszkola w weekend, pochować wszystkie zabawki i zmienić wystrój sal. Jedna stałaby się akwarium, na ścianach byłoby mnóstwo ryb itp., inna byłaby komnatą księżniczki itd. Kuratorium pochwaliło nas i zapytało, czy słyszałyśmy o bawarskim eksperymencie z "Przedszkolem bez zabawek". Zapaliłyśmy się i realizujemy ten pomysł już od pięciu lat - mówi pani Bruckardt.
"Przedszkole bez zabawek" podbiło już Niemcy, Austrię i Szwajcarię. Unia Europejska nagrodziła tę koncepcję jako jedną z najlepszych w zapobieganiu uzależnieniom w wieku dziecięcym.
Wakacje zabawek Co roku pod koniec karnawału dzieci i wychowawczynie zaczynają przygotowania do "Przedszkola bez zabawek". Codziennie przez tydzień dzieci "wysyłają zabawki na wakacje" - wybierają te, którymi już nie chcą się bawić, i odnoszą do magazynu. O tym, co będą robić, jak już nie zostanie ani jedna, nie chcą jednak rozmawiać. Chyba nie bardzo mogą to sobie wyobrazić i nie pamiętają swoich zeszłorocznych pomysłów na zabawy.
Ale kiedy w następny poniedziałek w przedszkolnej sali są już tylko stoliki, krzesełka, regały, materace i koce, na których dzieci leżakują po obiedzie, kiedy nie ma nawet bloku i kredek - bezczynność i dezorientacja nie trwają długo. Najmłodsze, trzy- i czterolatki, wyciągają ze stosu materace i zaczynają się na nich turlać, skakać, pokładać. Dwie najstarsze, sześcioletnie dziewczynki Rebeka i Nele postanawiają zbudować jaskinię z materaców i krzeseł. Młodsze dzieci patrzą zaciekawione, a kiedy jaskinia wreszcie jest gotowa, wszystkie chcą do niej wpełznąć. Rebeka pozwala tylko niektórym, zaczynają się konflikty, Shirin idzie do wychowawczyni na skargę, ale ta odsyła ją z kwitkiem. - Rebeka zbudowała domek i może decydować, kto się w nim bawi, jeśli bardzo chcesz tam wejść, to musisz z nią porozmawiać - poucza, i Shirin zbiera się na odwagę i prosi Rebekę o pozwolenie.
W następne dni jest łatwiej, pomysły same przychodzą do głowy. Jaskinia okazuje się za ciasna i za duszna, więc dzieci budują większy dom z koców i starych zasłon, które wychowawczyni pomaga im zawiesić na gwoździach wbitych w ścianę. (- To jedna z kluczowych umiejętności w życiu: umieć poprosić o pomoc - komentuje Rainer Strick).
- Trzeciego dnia wymyśliły, żeby zrobić przyjęcie na dworze, czyli poza granicą domku - opowiada wychowawczyni Sieglinde Graetz. - Uczta była z kamyków i muszelek, dzieci usiadły na kocach na... plaży (dywanie) i zaczęły podziwiać rozgwieżdżone niebo (na ścianie wisi tiulowa zasłona ze złotymi gwiazdkami). Potem ktoś stwierdził, że w nocy robi się chłodno i trzeba zapalić ognisko, więc ułożyli ognisko z kamyków.
Dzień później Rebeka przyniosła z domu latarkę, żeby było widać, jak ognisko płonie. Stąd wzięła się noc nad morzem i nurkowanie w podwodnych jaskiniach, których byłam świadkiem w przedszkolu. - Szczególnie pięcio- i sześciolatki są z dnia na dzień coraz bardziej pomysłowe - mówi pani Bruckardt. Dzieci w "przedszkolu bez zabawek" zachowują się spokojniej i dłużej bawią się w jedną zabawę, którą same rozwijają, dużo ze sobą rozmawiają, negocjują, opowiadają sobie historyjki i bajki.
W domu dzieci mogą nadal bawić się zabawkami, ale nie wolno przynosić ich do przedszkola. Z obserwacji pedagogów wynika jednak, że duża część dzieci także domowe zabawki "wysyła na wakacje" na pawlacz.
Plastelina wygrywa z matchboksem Kiedy po trzech miesiącach przedsięwzięcie dobiega końca, dzieci same stopniowo wybierają z magazynu te zabawki, którymi chcą się bawić.
- Najczęściej domagają się zabawek, z których mogą same coś zrobić, nadać im inną funkcję - mówi Rainer Strick. - Np. klocków albo plasteliny, a nie zdalnie sterowanego auta, które przedtem było obiektem marzeń całej grupy, ale które tylko może jeździć. A z klocków można zbudować tyle różnych rzeczy.
- Czy istnieją dobre i złe zabawki? - pytam Rainera Stricka.
- Ja rozróżniam zabawki "gotowe" i "materiałowe", ale ich nie oceniam - odpowiada. - Oczywiście zabawki militarne nie są dobre, jednak z drugiej strony pistolet to element rzeczywistości i jeśli dzieci nie mają pistoletu-zabawki, to wezmą kijek i to będzie karabin.
- Zabawki mają swoje zadania, np. dzięki lalkom dzieci uczą się obchodzić z ludźmi, a gry planszowe pomagają znosić frustrację porażki - mówi pani Graetz. -Jednak dziś dzieci coraz częściej są zasypywane gotowymi zabawkami, które mają odwracać ich uwagę od tego, czego im brakuje - np. kontaktów z rodzicami lub rówieśnikami, od doskwierającej frustracji i nudy.
- Dawniej dzieci spotykały się na ulicy albo na podwórku, musiały ustalić, w co będą się bawić, kto ma jaką pozycję w grupie, uczyć się rozpoznawać własne słabości i prosić o pomoc, mimowolnie rozwijały więc fantazję i umiejętności społeczne - mówi Rainer Strick. - Dziś mają do dyspozycji tyle gotowych zabawek, że nawet nie mają okazji zastanowić się, co tak naprawdę chciałyby robić, jak to osiągnąć i z kim. "Przedszkole bez zabawek" ma dać im taką szansę.
Dać dziecku czas W "przedszkolu bez zabawek" dorośli nie wtrącają się w sprawy dzieci. Przedszkolanka "nic nie robi", tzn. nie wymyśla zabaw, nie czyta książek (chyba że dzieci o to poproszą). Interweniuje tylko w ostateczności. Siedzi z notesem i aparatem fotograficznym lub kamerą wideo w ręku, by dokumentować przebieg dnia.
Dla nauczycielek to trudne wyzwanie: nie podsuwać rozwiązań, nie prowadzić dzieci za rączkę, nie wiązać sznurowadła. Dopiero z tej pozycji dostrzegają, że dzieci potrafią znacznie więcej, niż mogą na co dzień wykazać.
"Jak wytrwale trzy-czterolatki próbują włożyć guzik do dziurki i naciągnąć skarpetki i buty, jeśli tylko dać im na to czas. Wydaje się to bardzo żmudnym zajęciem, ale dzieci nie chcą, aby robić coś za nie. Tylko własny sukces daje im pewność siebie potrzebną do kolejnych kroków w rozwoju" - pisze Anna Winner, pedagog, która naukowo obserwuje "Przedszkole bez zabawek".
- Trzeba dać dzieciom czas, żeby we własnym rytmie kształtowały swój dzień i kontakty społeczne - wyjaśnia Rainer Strick. - Wszyscy musimy się nauczyć dawać sobie radę samemu z trudnymi sytuacjami, a nie czekać, aż ktoś to za nas zrobi, ani nie uciekać w rozwiązania pozorne. Uzależnienie wiąże się z tym, że człowiek kapituluje przed wyzwaniami, jakie stawia przed nim życie.
"Przedszkole bez zabawek" nie jest przedszkolem bez reguł. Wychowawczyni czuwa. Lepiej jednak, żeby to dzieci wyznaczały rytm dnia, żeby nie było sztywnych pór zajęć czy posiłków. - Niech dzieci bawią się tak długo, jak chcą, i jedzą wtedy, gdy są głodne - mówi Rainer Strick. - Część zmian można potem wprowadzić do normalnego życia przedszkola, dać dzieciom więcej czasu na zabawę albo zmienić pory jedzenia.
Przedszkole to nie wyspa Skoro życie bez zabawek jest tak intensywne, przyjemne i pedagogicznie skuteczne, czemu eksperyment trwa tylko trzy miesiące?
- Nasze macierzyste przedszkole w Penzbergu wypróbowało okresy krótsze i dłuższe, i ostatecznie wróciło do trzech miesięcy - opowiada Strick. - Po pierwsze, przedszkole nie tylko ma wychowywać, ale i uczyć. Przez te trzy miesiące skupiamy się na jednym celu, a przez resztę roku staramy się o tym nie zapomnieć, ale realizujemy inne zadania.
- Po drugie - ciągnie - nie może trwać za krótko, bo potrzeba kilku tygodni, by dzieci i dorośli przestawili się i czegoś nauczyli. Z kolei jeśli trwa to za długo, to dzieci nie tęsknią za zabawkami, ale wkrada się rutyna. Poza tym przedszkole nie może być wyspą, na której wszystko jest inaczej niż w życiu. Zabawki istnieją i dzieci muszą nauczyć się obchodzić ze światem konsumpcji. |